Piszę? >> niedziela, 30 grudnia 2007 00:52:42
W sumie tak, piszę, ale nie o Hogwarcie, ani nie o Dorcas. A nie mówiłam?
Jeżeli ktoś jeszcze tu wchodzi i ma zamiar przeczytać coś co całkowicie odstaje od kanonu HP to zapraszam tutaj:
www.nicole-etpiod.mylog.pl
O kryminalistce, początek może wiać nudą ale później się rozkręci - tak mi się przynajmniej wydaje.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [0]
Wybaczcie... koniec! >> sobota, 5 maja 2007 15:11:40
Wybaczcie mi to zaniedbanie z mojej strony.
Nieodwiedzałam tego bloga, w Wordzie niby powstała jakaś notka ale mam tego opowiadania dość.
Chciałabym Was też przeprosić za to, że nie odwiedziałam Waszych blogów - to chyba nawet karalne jest(?).
Może zapytacie dlaczego to robię?
Doszłam do wniosku, że opowiadań takich jak moje jest milion dwieście i nie ma sensu aby pisać o jedno więcej. Pewnie znajdecie coś bardziej wartościowego od tego... czegoś.
Ja i tak nie przestanę pisać, ale pewnie do Dorcas już nie wrócę. Jeśli zabiorę się za jakieś opowiadanie dowiecie się o tym.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [9]
!Infmejszyzn! >> poniedziałek, 5 lutego 2007 21:45:32
Jestem straszn leniwa, aż mi wstyd. Moja twarz rumieni się kiedy wspomnę to opowiadanie.
Zrobie sobie małą przerwę, abyście nie myśleli, że porzucam bloga. Nic z tych rzeczy!
Zabarałam się do przeczytania tego wszystkiego i doszłam do wniosku, że nie powinnam zaśmiecać myloga tym czymś, lecz ja nie mogę przestać pisać. W końcu gdzieś muszę
ulokować swoje kudłate myśli.
Nie informuję nikogo o tejże notce. Kto będzie chciał ten przeczyta.
Wkrótce tu wróce.
Wsparcie mi się przyda.
Dopisek: aby smutno nie było nowy szablon.
Edycja 5.02.2007r. :
kurrrrczę nie nawidzą spamu.
Co do mojego 'powrotu' to napisałam już kilka zdań nowej notki-grrruuubo.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [41]
XI >> sobota, 20 stycznia 2007 20:25:50
Długo musieliście czekać, ale cóż cierpię na brak Weny. Ta humorzasta panienka zagubiła się pośród wiatru. Ktoś pomoże mi ją odnaleźć?
***
- Panno Meadows!! – rozległ się za dziewczyną znajomy krzyk. Profesor McGonnagal pośpiesznie zbiegała ze schodów widząc mocno krwawiącego ucznia. Dorcas przygryzła wargę. Severus wyprostował się, otwarł twarz rękawem, a na jego usta wypłynął tryumfalny uśmiech. Nauczycielka złapała Dorcas za ramię i szarpnęła w stronę schodów. Kiwnęła głową na uśmiechającego się Snape’a i popychając uczniów weszła na piętro.
- Meadows co ty sobie wyobrażasz? W szkole magii takie rzeczy? – warczała McGonnagal zaciskając rękę na jej ramieniu. Dorcas stęknęła w duchu. Severus idący za nią powstrzymywał się od śmiechu. Jego policzki zaróżowiły się a wargi ściągnięte były w charyzmatyczny sposób.
***
James leżał wyciągnięty na sofie w Pokoju Wspólnym. Na podłodze leżał Peter objadając się ciastkiem z kremem. Remus schował twarz za grubą książką natomiast Syriusz błądził oczami po pomieszczeniu.
- Opowiedzieliście mi już prawie wszystko, ale jedno wciąż mnie nurtuje – powiedział Lupin przerywając na chwilę swoją lekturę. – Co zrobiliście ze Smarkiem po tym jak go znaleźliście?
James wymienił znaczące spojrzenie z Black’iem. Peter odkaszlnął głośno. Z jego ust na podłogę upadł kawałek ciastka.
- Zamknęliśmy go w schowku na miotły – wyszeptał James wlepiając oczy w sufit. Remus potrząsnął głową i sięgnął po książkę. Jego ręka zawisła bezwładnie w powietrzu.
- Jak to w schowku?! – wrzasnął Lupin.
- Jeszcze głośniej Remusie – syknął Syriusz wiercący się w fotelu. – Normalnie, komórka na miotły wydała nam się najbardziej odpowiednia.
Lupin otworzył usta w niemym krzyku.
- To był całkowicie ich pomysł – wymigiwał się Peter pokazując palcem na Syriusza. James kopnął go w żebra. Glizdogon podkulił nogi i rzucił zlęknione spojrzenie w stronę Potter’a. Remus otrząsnął się z szoku. Popatrzył z litością na tarzającego się po podłodze James’a i Peter’a. Rogacz ciągnął wyjącego Pettigrew’a za włosy. Syriusz pokiwał ostentacyjnie głową.
Jak baby - przeszło mu przez myśl.
- Trzeba go uwolnić – powiedział Remus odciągając razem z Syriuszem James’a od wyjącego Peter’a. Glizdogon przetarł oczy i z wypiekami na twarzy pobiegł do dormitorium.
- Dasz mu coś do jedzenia i się uspokoi – Syriusz klepnął po plecach zdenerwowanego James’a.
- No i Peter uwolniony... – mruknął Potter.
- Nie chodziło mi o uwolnienie Glizdka, tylko o Smarka – powiedział cicho Remus. Syriusz głośno wydmuchał powietrze. James z zaciętą miną siedział na kanapie jakby ktoś rzucił na niego zaklęcie stałego przylepca.
***
- Świetnie idziemy ratować Smarka z opresji – warczał James idący obok Remusa. Syriusz z naburmuszoną miną szedł za nimi z założonymi na piersi rękami.
Ciekawe co teraz zrobimy? Otworzymy ten schowek i powiemy: „Cześć Snape jak się spało?”. Całkowicie poroniony pomysł! - myślał Black. Remus przyśpieszył kroku widząc ociągających się przyjaciół.
- Stój to tutaj – James szarpnął wyrywającego się na przód Lupina. Remus przenosił swe spojrzenie z przyjaciół na drzwi komórki. Jednym zamaszystym ruchem otworzył schowek. Na głowę Pottera upadła miotła.
***
Profesor McGonnagal wypuściła z gabinetu dwoje niezadowolonych uczniów. Dorcas z grymasem na twarzy szła obok Snape’a. Chciałaby jeszcze raz zobaczyć jak krew rozpryskuje się na jego twarzy, żeby wiedziała za co dostała szlaban.
Severus mocno zaciskał pięści. Gdyby nie ta głupia szlama nie wyleciała z jakimś beznadziejnym tekstem o spacerze nie musiałby weekendu spędzać u boku Meadows.
- Tylko spróbuj się spóźnić Snape, a obiecuje, że... – zaczęła buntowniczo Dorcas.
- Już się boję – wpadł w jej słowo Severus. Obrócił się szybko i zniknął za rogiem korytarza.
Ktokolwiek zamknął mnie razem z tymi wiadrami, miotłami i Bóg wie co jeszcze pożałuje... Jak babcie kocham! - myślał Snape kiedy mijał machające do niego postacie z portretów. Zatrzymał się jakby dostał olśnienia. Drzwi, które dziś rano było mu zaszczyt oglądać od drugiej strony były otwarte. Robiło się coraz ciekawej. Black, Potter i Lupin plądrowali zawartość komórki. Przed drzwiami ułożył się już ładny stosik rzeczy. Severus zakradł się na palcach pod drzwi. Chwycił jedną z mioteł i zaczął machać nią na oślep. Któryś z Huncwotów znajdujący się w komórce zawył z bólu. Potter wyleciał jak z procy ze schowka. Jego ręce oplotły głowę.
- Tyyy! – krzyknął James wskazując na Snape’a palcem. Severus zaśmiał się głośno. Natychmiast przy przyjacielu zjawił się Syriusz i Lupin. Oboje zaczęli w pośpiechu szukać różdżek.
- Drętwota!! – ryknął Snape machając różdżką. Zdrętwiałe ciała Potter’a, Black’a i Lupina upadły na podłogę.
- Jasna cholera... – syknął Severus upychając trójkę przyjaciół do schowka na miotły.
***
Jak powiedziała Natala:
"Kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada".
Znów zrobiłam szablon, jestem strasznie niezdecydowana, to źle.
Zobacz
No i to byłoby na tyle.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [28]
X >> niedziela, 7 stycznia 2007 14:37:23
Proszę bardzo, wyrobiłam się przed testami.
Dziękuję za wszystkie 45 komentarzy! ;)
***
(...)- EVANS PÓJDZIESZ ZE MNĄ NA SPACER?! – ryknął podenerwowany. Lily podskoczyła w miejscu. Dorcas siedząca obok niej spojrzała na Snape’a i ryknęła głośnym niepohamowanym śmiechem. Wiele głów odwróciło się w ich stronę. Sanpe zaczął się kołysać. Coraz więcej osób wyciągało szyję aby dostrzec cokolwiek. Severus wyszedł z Wielkiej Sali wytykany palcami. Głośny śmiech towarzyszył mu w drodze do lochów. Zakręciło mu się w głowie. Oparł się rękami o ścianę. Twarze mijających go ludzi rozmazały się, a obraz stracił na ostrości. Upadł na zimną podłogę raniąc się w głowę. Cienka stróżka krwi spłynęła po jego bladej twarzy. Jakby przez pryzmat widział setki mijających go osób. Nikt nie schylił się aby pomóc, nikt...
***
Obiad się skończył. Syriusz ściskał dłonie roześmianych rówieśników. Obok niego stał James z kwaśną miną. Remus dawno zaszył się w bibliotece, a Peter z podniecenia nie mógł ustać w miejscu. Kręcił się wokół Black’a wymachując rękami.
- Wreszcie poszły –prychnął z pogardą James odprowadzając wzrokiem roześmiane dziewczyny. Syriusz uśmiechnął się pod nosem i poklepał przyjaciela po ramieniu. Rogacz pokiwał ostentacyjnie głową i ruszył w głąb korytarza. Za nim podskakując z euforii podążał Peter. Syriusz kroczył obok niego nucąc swą ulubioną melodię. James wodził wzrokiem po kafelkach. Zatrzymał się wyciągając ręce na boki.
- Co jest? – zapytał Syriusz stając na palcach. Rogacz pokiwał głową i kucnął. Radosny Peter ucichł. Zamarł w bezruchu wpatrując się w drętwe ciało Snepe’a. Na jego bladym policzku zaschła krew. Glizdogon cofnął się. Plecami uderzył o ścianę. Syriusz przewrócił oczami i przysiadł obok James’a. Podniósł zimną dłoń Severusa i upuścił ją na posadzkę.
- Złap go pod pachami, ja chwycę go w kostkach – powiedział poważnie. Okrążył ciało Snape’a i złapał go za nogi.
- Glizdogonie pomóż – wysapał James dźwigając Smarkeusa. Peter ostrożnie złapał Snape’a za palec u ręki. Syriusz pokręcił głową i ruszył do tyłu odwracając co chwilę głowę.
***
Lily siedziała w Pokoju Wspólnym opierając głowę o stolik. Ręce zwisały jej bezładnie, dłońmi dotykała dywanu. Dorcas siedząca obok niej kończyła pracę z eliksirów. Zmęczona Evans pochrapywała cicho. Meadows drapała się końcówką pióra po skroni. Z uśmiechem tryumfu na twarzy odsunęła pergamin i rozłożyła się wygodnie na kanapie. Spojrzała kątem oka na śpiącą Lily. Nie mogła uwierzyć, że ta ruda, głośna istotna zgodziła się pójść na spacer ze Smarkiem. Oczami wyobraźni widziała jak Severus szczerzy w uśmiechu swoje żółte zęby, a Lily mówi mu o nowoczesnym wynalazku zwanym jako szczoteczka i pasta do zębów, a wszystkiemu temu towarzyszy muzyka niczym z kreskówki. Na twarz Dorcas wpełzł uśmiech. Wieczorną ciszę panującą w pokoju przerwało wejście Huncwotów. Peter potrząsał głową i rozglądał się na boki. James stawiał sztywno kroki, a Syriusz wpatrywał się w swoje ręce z dziwnym uporem. Duża plama keczupu widniała na szacie Łapy. Syriusz dostrzegł badawcze spojrzenie Dorcas i odgarnął kosmyk włosów spadających mu na czoło. Ręką zakrył plamę i ukłonił się z gracją. James stojący za nim pchnął go z takim skutkiem, że Syriusz padł na kolana. Rzucając Potter’owi karcące spojrzenie wstał i ruszył do dormitorium. Wchodzący ostatni Peter zamknął za sobą drzwi. Jedno łóżko zasłonięte było kotarami – Remus musiał wcześniej położyć się spać. Syriusz wytarł czoło rękawem szaty.
- Najlepsze w tym wszystkim jest to, że on nie będzie niczego pamiętać – powiedział James siadając na łóżku.
- A najgorsze jest to, że Lily się zgodziła... – powiedział Remus wystawiając głowę za kotary. Jego zacięta mina wyrażała coś w sensie: a nie mówiłem?!
- Luniaczku spokojnie, będzie zabawnie – Syriusz podszedł spokojnym krokiem do końca pokoju gdzie stał kociołek. Wrzucił do niego zaplamioną krwią szatę. Remus prychnął pod nosem i zasłonił z powrotem zasłony. James wyciągnął się wygodnie na łóżku i patrzył jak Łapa naciąga na siebie kołdrę.
- Dobranoc – powiedział przewracając się na drugi bok.
- Dobranoc – pisnął stojący wciąż pod drzwiami Peter.
***
Snape otworzył oczy. Wokół niego panowała ciemność. Wyciągnął ręce przed siebie. Potrząsnął głową. Wsadził ręce do kieszeni bluzy.
- Lumos –szepnął. Z końca jego różdżki padł cienki snop światła. Severus złapał się za głowę. Co ja robię w schowku na miotły?! Pomyślał rozpaczliwie. Z uporem zaczął kopać w drzwi. Ryknął gniewnie, gdy nie mógł dać upustu swojej złości.
- Alohomora! – liche drewniane drzwi otworzyły się ukazując Severusowi korytarz siódmego piętra. Mamrocząc zajadłe przekleństwa zeskakiwał ze stopni schodów. Wielki zegar wybił dwunastą. Przeszedł obojętnie obok Lily stojącej pod drzwiami wejściowymi. Towarzyszyła jej
ta Meadiw.
- Ej Snape! Czekaj! – krzyknęła Ruda. Severus zatrzymał się i spojrzał na uśmiechniętą dziewczynę.
- Umówiliśmy się na spacer – powiedziała przystając przy nim. Snape prychnął pogardliwie pod nosem.
- My? Ach tak Evans wybacz mi poszedł bym z przyjemnością, jednak boję się, że zachlapię się szlamem – Severus uśmiechnął się pod nosem. Przysłuchująca się temu Dorcas wytrzeszczyła oczy.
- Kto jak kto Snape, ale ty się szlamem nie ubrudzić – warknęła parząc z pogardą na jego włosy.
- Co ty nie powiesz? Obrońca szlam, czyż tak? – naigrywał się Smarkeus patrząc wyzywająco na zaciskającą z nerwów dłonie Dorcas. Meadows odepchała sparaliżowaną Lily. Złapała Snape’a za szatę i walnęła go pięścią prosto w nos.
- Panno Meadows!! – rozległ się za dziewczyną znajomy krzyk. Profesor McGonnagal pośpiesznie zbiegała ze schodów widząc mocno krwawiącego ucznia. Dorcas przygryzła wargę. Severus wyprostował się, otwarł twarz rękawem, a na jego usta wypłynął tryumfalny uśmiech.
***
W kolejnej notce dowiecie się w jaki sposób Snape trafił do schowka na miotły.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [35]
IX >> czwartek, 21 grudnia 2006 19:11:01
Święta coraz bliżej, a ja nie czuje tej... atmosfery(?).
Nie ma śniegu. Bitwy na śnieżki, lepienie bałwana... A takie miałam plany.
Notka 'świąteczna'.
Z powodów dość oczywistych kolejna pojawi się po świętach, a może i później.
Dnia 9.01.2007 roku odbędą się próbne testy gimnazjalne... Życzcie mi powodzenia. Z góry nie dziękuję.
***
(...)Nie mógł uwierzyć, że to zadanie powierzyli mu. Potrząsnął głową i wybiegł z sali. Tylko, którędy teraz do lochów? Było zbyt ciemno, a on bał się wyciągnąć różdżkę. A jak ktoś go zobaczy? Po omacku doszedł do schodów. W takich ciemnościach to nawet złowrogich oczu pani Norris nie zobaczy. Przygryzł wargę. Raz się żyje. Pod postacią szczura przemierzył korytarz. Trudno było zejść do lochów, a jeszcze trudniej było wślizgnąć się do gabinetu Slughorn’a. Między drzwiami od sali, a podłogą była wąska szczelina. Peter przecisnął się przez nią. W klasie nie było nikogo. Mroczne pomieszczenie wywołało lęk u chłopaka. Peter przemienił się w człowieka. Drżącymi rękami wyciągnął różdżkę z kieszeni spodni.
- Lumos – szepnął Glizdogon machając zawzięcie różdżką. Blady snop światła padł na kredens. Za oszklonymi drzwiami mebla Peter dostrzegł rzecz, którą tak pragnął Syriusz. Pettigrew odwrócił się ostrożnie i przekręcił małą gałkę od kredensu. Schował przedmiot do kieszeni wraz z różdżką. Pora wracać. Pomyślał i zamienił się w szczura.
***
Peter leżał na łóżku dysząc ciężko. Nad nim nachylał się Syriusz uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Spisałeś się na medal – powiedział prostując się – zasłużyłeś na sen. Black zasunął kotary łóżka. Peter odetchnął głęboko. Udało się.
Syriusz oglądał w rękach zdobycz przyniesioną przez Glizdogona. Teraz coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że ich plan naprawdę wypali. Padł na łóżko uśmiechając się do siebie. Jutro będzie wspaniały dzień. Pomyśłał nakrywając się kocem.
***
Dorcas stanęła przed lustrem. Z uporem wpatrywała się w sterczące kosmyki włosów. Wściekła po raz kolejny rozczesała włosy i związała je w kucyk. Wypuściła głośno powietrze i zarzuciła plecak na ramie. Lily już dawno wyszła z dormitorium. Dorcas pośpiesznie zbiegła po schodach i pchnęła obraz aby odsłonił jej przejście. Ktoś chwycił ją za rękę. Dziewczyna wyszarpała się z czyichś objęć.
- Meadows, spokojnie – zaśmiał się Black puszczając jej dłoń. Dorcas złapał się pod boki.
- Chciałem ci tylko powiedzieć żebyś na eliksirach usiadła z dala od Smarka – Syriusz wzruszył ramionami i pośpiesznie przeszedł pod portretem. Dorcas pokręciła głową i ruszyła za Black’iem do lochów. Syriusz wsadził rękę do kieszeni marynarki. TO wciąż tam było. Nie mógł się doczekać kiedy zobaczy miny innych. Może nie był to zbyt wyszukany dowcip, ale Syriusz nie mógł się powstrzymać. Zatrzymał się raptownie przed drzwiami do klasy od eliksirów. Przez salą rozpętał się prawdziwy harmider. James złapał Severusa za szatę i podniósł go wysoko do góry. Smark wierzgał mocno nogami co miało taki skutek, że Potterl zawył z bólu i puścił szamoczącego się Severusa. Rozkojarzony Snape padł na ścianę łapiąc się za serce.
- Co ja takiego zrobiłem? – zawył Smarkeus ledwo trzymający się na nogach.
- Nie nazywaj jej szlamą, nigdy więcej! – warknął James łapiąc się za brzuch. Severusowi zadrżały nozdrza. Z klasy wyszedł profesor Slughorn. Popatrzył na kulącego się James’a i Severusa wciąż trzymającego rękę na klatce piersiowej.
-Dość tego – zagrzmiał profesor – do środka. Uczniowie weszli do sali za nauczycielem. James krzywiąc się usiadł przy stoliku razem z Syriuszem. Rzucił torbę na ziemię. Żyła pulsowała mu na skroni. Syriusz nadal uśmiechał się do siebie. Jego ręka spoczywała w kieszeni marynarki. James rzucił mu ukradkowe spojrzenie.
- Może lepiej nie... – zawahał się Potter patrząc jak Syriusz wstaje z miejsca.
- Będzie dobrze, nie martw się – szepnął Black podchodząc do kociołka Snape’a. Severus mieszał w swoim wywarze. Jego tłuste włosy posklejały się od pary. Zadarł głowę....
- Black... – syknął odrywając wzrok od kociołka. Jego ręka zacisnęła się na różdżce schowanej w szerokich spodniach.
- Co tam pichcisz Severusie? Może wywar miłosny? – zadrwił Syriusz zaglądając Snepe’owi przez ramię. Severus zamknął oczy i przygryzł wargę. Black skorzystał z nieuwagi chłopaka i wrzucił do bulgoczącego wywaru Genację. Snape otworzył oczy i wrócił do mieszana w kociołku. Słodka woń eliksiru otumaniła jego myśli.
- Spójrz na Evans – szepnął Syriusz dotykając ramienia Severusa – czy nie jest ładna?
- Tak jest.... – odpowiedział Snape wpatrując się w rude włosy Lily.
- Umów się z nią – powiedział Black uśmiechając się łobuzersko.
- Tak zrobię – zauroczony Severus patrzył na Lily tnącą korzonki. Syriusz starał się nie parsknąć śmiechem. Wrócił do James’a, który zachmurzony mieszał eliksir.
- Mam nadzieję, że jesteś zadowolony... – burknął pod nosem. Syriusz kiwnął głową. Teraz wystarczy poczekać do przerwy na obiad.
***
Remus nałożył na talerz porcję duszonych ziemniaków. Syriusz usiadł naprzeciw niego szczerząc się w szerokim uśmiechu. James wpatrywał się w pusty talerz, a Peter pałaszował makaron z serem.
- Wiesz Syriuszu, że Genacja może spowodować również nagły wzrost włosów? To nie tylko pomaga w zdobywaniu przyjaźni – powiedział Remus nachylając się nad stołem. Syriusz uciszył go jednym machnięciem ręki.
- Cicho, idzie – powiedział Syriusz zacierając ręce. Od stołu Ślizgonów wstał Severus. Oczy wbił w lśniącą podłogę, a ręce splótł za plecami. Stół Gryffinoru był coraz bliżej. Już z daleka widział płomiennie rudą czuprynę Evans.
- Przepraszam Lily czy nie poszłabyś ze mną na... spacer? – wyszeptał Severus. Ruda zrobiła dziwną minę.
- Co tam szepczesz? Wybacz dla mnie za cicho – z drugiego końca stołu wybuch głośny śmiech. Lily rzuciła karcące spojrzenie w tamtą stronę. Syriusz umilkł.
- Powtórzysz? – Snape zrobił się blady niczym ściana. Zacisnął mocno ręce i spojrzał błagalnie w oczy Lily. Jak nie zrobi tego teraz będzie żałował do końca swojego życia.
- EVANS PÓJDZIESZ ZE MNĄ NA SPACER?! – ryknął podenerwowany. Lily podskoczyła w miejscu. Dorcas siedząca obok niej spojrzała na Snape’a i wybuchła głośnym niepohamowanym śmiechem.
Ciąg dalszy nastąpi.
***
Cierpię na brak pomysłów.
Życze Wam wesoły, spędzonych w miłym gronie świąt Bożego narodzenia. Aby sylwester też się udał.
P.S. : Jeśli ktoś ciekawy niech zobaczy do działu: o mnie.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [155]
VIII >> sobota, 16 grudnia 2006 13:25:45
Długo nie było nowej notki, a to ze względów:
*mój ukochany tatko usunął mój folder - bo za dużo miejsca zajmował.
*napisanie notki od początku zajęło mi trochę czasu.
Także przepraszam...
***
(...)Wpadła wprost na kolana pędzącego James'a. Potter zatrzymał się, popatrzył w jej zaskakująco zielone oczy. Ten jeden raz... Pomyślał i zbliżył swoje usta do jej. Ludzie idący korytarzem wstrzymali oddech. Niektórzy pozatykali sobie uszy, by nie usłyszeć kakofonii dźwięków wydobywających się z ust Evans. Przez ta krótką chwilę w głowie Lily rozpętała się burza myśli. W końcu, jakby porażona prądem zeskoczyła z kolan Pottera.
- Ty skończony idioto! - krzyknęła. Jej twarz przybrała kolor piwonii. James zatrzymał wózek. Wydawało się, że wszystko pójdzie gładko, był już tak blisko...
- I co się gapisz palancie jeden?! - warknęła Ruda. Popchała wózek w stronę pędzącej pielęgniarki Pomfrey. Zaskoczona kobieta odskoczyła w bok. Wózek z pasażerem mozolnie minął framugi drzwi Skrzydła Szpitalnego. Z oddali dobiegł go tryumfalny krzyk pani Pomfrey. Zatrzymał wózek i powoli odwrócił się w miejscu. Wytykany palcami i otoczony zewsząd uśmiechniętymi, wręcz kpiącymi z niego twarzami, korytarzem szedł Syriusz prowadzony przez pielęgniarkę za rękę. Ze stoickim spokojem ciągnął za sobą wózek. Rechoczący najgłośniej chłopak stłumił śmiech widząc nieprzyjazny gest Black’a.
- Zamknij usta Smarkeusie bo śluz skapuje ci po nosie – warknął półgębkiem Syriusz. Chłopak o ziemistej cerze i kurtynie wiecznie tłustych włosów opadających na twarz uśmiechnął się ironicznie.
- Black uspokój się – pielęgniarka szarpnęła Syriuszem. Chłopak upadł twarzą w poduszkę. Wlazł pod kołdrę i odwrócił się plecami do Jamesa.
Dorcas wzruszyła ramionami i wyszła ze Skrzydła. Remus zapadł się w poduszki. Zrobiło mu się strasznie głupio...
***
Wszyscy na długo zapamiętali numer z wózkami, nawet Lily, która wolała się do tego nie przyznawać. Minął październik, Huncwoci wyszli ze Skrzydła Szpitalnego. James coraz częściej chodził zamyślony. Od kiedy Lily dała mu wyraźny znak, że ma go dość, odpuścił sobie.
- James, James... - Syriusz szarpał przyjaciela za rękaw szaty. Profesor McGonnagal odchrząknęła znacząco.
- Potter źle się czujesz? – zapytała poprawiając okulary na nosie. Rogacz pokiwał przecząco głową i nachylił się nad kartką pergaminu. Nauczycielka odeszła do biurka.
Miał dość ciągłej ignorancji ze strony Lily. Próbował już pięć długich. Przez te pięć długich lat mógłby mieć dziewczyn masę. Zerknął na siedzącą przed nim Rudą. Siedziała sztywno. Całą swą uwagę skupiła na profesor McGonnagal. James westchnął ciężko. Nie warto było. Zgniótł kartkę i rzucił ją za siebie.
Lily odwróciła się. James siedział obok Syriusza pochylony nad zeszytem. Black bujał się na tylnych nogach krzesła. Uśmiechnął się do Lily i skinął głową na zamyślonego James’a. Evans udała, że się dławi i odwróciła się do ławki. Spojrzała ukradkiem na znudzoną Dorcas. Meadows patrzyła w okno. Jej oczy błądziły po wietrznych błoniach. Zadzwonił dzwonek. Dorcas ociągając się wyszła z klasy. W tym miesiącu mecz Quidditcha. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie grali ze Ślizgonami, a Potter nie był ich trenerem. Dawno nie siedziała na miotle. Wsadziła ręce do kieszeni marynarki i poszła na lekcje zaklęć zostawiając w tyle Lily.
***
Pusta sala od klasy do transmutacji. James krążył wokół ławek podrzucając co rusz małe, czerwone jabłuszko. Przy oknie stał Syriusz. Minę miał zaciętą, a jego ręce zaciskały się na parapecie. Nikłe światło księżyca padło na jego twarz. Peter leżał na ławce. Z jego ust sączyła się ślina. Zasnął. Remus stał przy drzwiach. Nerwowo odwracał głowę do tyłu.
- Plan jest prosty – powiedział Syriusz odchodząc od okna – wkradniemy się tam i połowa trudu za nami.
- To jest najgłupszy kawał jaki mogłeś wymyślić Syriuszu – mruknął spod drzwi Remus. Poirytowany Black pokiwał przecząco głową.
-Czy ty zawsze musisz być takim pesymistą? Wcale nie jest najgłupszy – Syriusz wrócił do okna i oparł ręce na parapecie – Peter będzie nam potrzebny.
- Ale po co Glizdek? – zapytał James upuszczając jabłko na podłogę. Peter zerwał się z miejsca.
- Czy muszę tłumaczyć wszystko od początku? – westchnął Syriusz – Bo nikt inny z nas tam nie wejdzie. Peter stał ze zdziwioną miną. Podrapał się po głowie i usiadł z powrotem na krześle.
-Glizdogonie słuchaj, wejdziesz tam pod postacią szczura. Dalej wiesz co robić - Remus otworzył drzwi i wyszedł za Syriuszem. James wzruszył ramionami i podrzucając jabłkiem ruszył za nimi. Peter z otępiałą miną stał jakby wrósł w ziemię. Nie mógł uwierzyć, że to zadanie powierzyli mu. Potrząsnął głową i wybiegł z sali. Tylko którędy teraz do lochów?
***
Krótko.
Stanowczo za krótko.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [26]
VII >> środa, 6 grudnia 2006 15:35:11
Ho, ho ho Merry Christmas!
Dziś, jak każdy wie są Mikołajki i z tego też powodu dodaję notkę.
Najgorsza z moich dotychczasowych...
Czy to jest marysuizm? O.o
***
(...)- On mi się chyba podoba... - powiedziała cicho Lily.
- Kto? - zapytała Dorcas przenosząc zmęczone spojrzenie na Rudą.
- James... - wyszeptała a jej twarz przybrała barwę dorodnej piwonii. Dorcas uśmiechnęła się do siebie. Kiedyś to musiało nastąpić. Pomyślała wyciągając się w łóżku. Lily położyła się na podłodze brzuchem do góry. Jej rude włosy gryzły się z niebieskim dywanem.
Słońce powoli wyszło zza chmur. Nikłe promienie wpadły przez okno na przeciwległą ścianę. Lily wstała z dywanu, poprawiła włosy. Chwyciła plecak Dorcas i rzuciła nim w zasypiającą koleżankę. Dziewczyna oberwała plecakiem po twarzy. Szepcząc pod nosem siarczyste przekleństwo wyszła z dormitorium za Evans. Jej kroki były ociężałe. Szła powlekając nogami...
- Weź się ogarnij... - mruknęła Lily popychając drzwi od łazienki prefektów. Dorcas rozbłysły oczy. Tylko raz tam była i ten jeden raz mocno utkwił jej w pamięci. Weszła do pomieszczenia z szeroko otwartymi oczami...
***
- Nie ma sensu iść na lekcje! Ja nie potrafię myśleć o niczym innym... - wyspała Dorcas kiedy w pośpiechu wyszła za Lily z łazienki narzucając na siebie marynarkę.
- A o czym tak myślisz? - zapytała zdawkowo Lily przyśpieszając kroku.
- No o chłopcach... Czy Remus w końcu wyszedł z lasu - Ruda zatrzymała się. Torba dyndała jej na ramieniu. Wygłosiła krótką przemowę, że nie mogą opuścić zajęć.
- Rób co chcesz, ja idę do skrzydła szpitalnego - powiedziała Dorcas wyprzedzając wrytą Lily. Ruda potrząsnęła głową kilka razy...
- Poczekaj!! - puściła się pędem za znikającą Dorcas. Już jej nie dogoniła, przyjaciółka zniknęła za drzwiami skrzydła szpitalnego. Nie ma sensu, pewnie dobrze z nimi. Pomyślała Lily i poprawiła torbę na ramieniu. Odrzuciła włosy i poszła na lekcję transmutacji.
***
Dorcas pchnęła drzwi od Skrzydła. Jej wzrok przykuło łóżko tuż pod pod samym progiem drzwi. Leżał na nim wymizerowany Lupin. Jego twarz była blada, oczy szeroko otwarte wlepione w sufit a ręce zacisnęły się kurczowo na kołdrze. James z Syriuszem pochrapywali cicho... Dorcas przysunęła sobie krzesło obok łóżka Remusa. Chłopak poruszył się niespokojnie i spojrzał zlękniony na Dorcas. Wydawało się, że ma łzy w oczach.
- Nie musiałaś tu przychodzić, nie potrzebuję litości... - mruknął smętnie wpatrując się w ścianę.
- To wcale nie litość...
- Dobra skończ! - warknął Lupin. Zdenerwowanie mieszało się w nim z bezsilnością i smutkiem. To jego wina, że nie powiedział McGonnagal o pełni. To on naraził ich wszystkich na niebezpieczeństwo... A teraz wyżywa się na Dorcas, która wiedząc o tym, w co zamienia się raz w miesącu, przyszła i siedzi u jego boku. Głośno przełknął ślinie... Nie zależało mu na tym aby tu była, wolałby po stokroć aby jej sylwetka zmieniła się w smukłą Lily. I to jak bardzo! Poczucie winy szybko mu przeszło... Mogła wtedy nie śmiać się w bibliotece. Tak to dobre wytłumaczenie, mogło wcale jej tam nie być. Coś ukłuło go w środku... Co się z nim dzieje? Od kiedy stał się taki bezduszny?
- Wybacz, poniosło mnie... - powiedział cicho. Dorcas wzruszyła ramionami. Wyjrzała przez okno. Nie płakała, nie śmiała się, po prostu milczała. Ta cisza była gorsza od głośnego krzyku. Remus poczuł się nagle przy niej tak mały i taki nieporadny. Wydawało mu się, że skurczył się pod kołdrą i zasłania się poduszką aby tylko jej zimne spojrzenie na padło na niego.
- Nie ma sprawy, nie przejmuj się - rzuciła oschle bujając się na krześle. Inaczej sobie to wyobrażała. Myślała, że Remus powie coś na swoje usprawiedliwienie, albo co lepsze, po prostu będzie starał się zachowywać jakby nic się nie stało. Ale nie, musiał być uparty! Czasem miała wrażenie, że pod wpływem aroganckiego Syriusza i dość napuszonego Pottera zmienił się. Ktoś z końca pomieszczenia zakasłał. Oboje odwrócili głowy. Na łóżku siedział wyprostowany Syriusz, uśmiechał się szarmancko, jak to miał w zwyczaju.
- No, no no... - powiedział dziarsko - ktoś tu wagaruje. Remus opadł na poduszkę, znów wpatrzył się w sufit.
- Jest tam jakaś plama? - zapytał Black zadzierając głowę. Lupin pokręcił głową i odwrócił się do niego plecami. Dorcas wzruszyła ramionami. James obudził się. Przetarł rękoma sklejone oczy. Widział przed sobą rozmazaną twarz...
- Lily? - zapytał szukając okularów na szafce obok łóżka. Znalazł! Nałożył je na nos i cofnął twarz. Nad nim sterczała pani Pomfrey przyglądając mu się badawczo. Dotknęła jego czoła i odwróciła zapisując coś na kartkach notatnika. James popatrzył na łóżko Syriusza. Jego przyjaciel wyglądał jakby liczył smugi na ścianie.
W głowie Pottera pojawił się pewien plan. Krzywiąc się z bólu, mozolnie zsunął się z łóżka. Znużony Black odprowadził go wzrokiem. James podszedł do drzwi obok gabineciku pielęgniarki Pomfrey. Jednym szybkim ruchem ręki otworzył je. Ze schowka wyjechały dwa wózki inwalidzkie. Syriuszowi rozbłysły oczy. Zeskoczył zwinnie na podłogę i podszedł do Jamesa.
- To tak jakby już nadeszły święta... - powiedział siadając na wózku. Potter wyszczerzył zęby w uśmiechu. Popchnął Blacka w stronę drzwi. Patrząc jak Syriusz jedzie na wózku machając rękoma, usiadł na drugim i pojechał za nim.
- PANI POMFREY! - krzyknęli razem otwierając drzwi Skrzydła Szpitalnego. Z gabinetu wyleciała pielęgniarka. Wytarła ręce w ręcznik i rzuciła go na puste łóżko Jame'sa. Lupin jęknął, natomiast pani Pomfrey zbierała się do biegu. Syriusz zatoczył koło i wyjechał ze Skrzydła, a za nim James z zabandażowanym bokiem. Śmiech uczniów denerwował biegnącą pielęgniarkę. Zatrzymała się raptownie i machając rękoma, krzyczała, że ta szkoła podupada. James śmiał się do rozpuku kości. Syriusz z dziwnym zadowoleniem mknął przed siebie potrącając wielu kolegów. Idąca spokojnym krokiem Lily nie spodziewała się ataku... Syriusz zakręcił, James wpadł w poślizg. Zaszokowana Lily nie mogła ruszyć się z miejsca. Wpadła wprost na kolana pędzącego James'a. Potter zatrzymał się, popatrzył w jej zaskakująco zielone oczy. Ten jeden raz... Pomyślał i zbliżył swoje usta do jej. Ludzie idący korytarzem wstrzymali oddech. Niektórzy pozatykali sobie uszy, by nie usłyszeć kakofonii dźwięków wydobywających się z ust Evans...
***
Tarara ra ra?
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [37]
VI >> niedziela, 26 listopada 2006 17:44:38
Oto - może nie tak bardzo upragniona - notka.
Cieszę się, że wytrwałam już tyle. To już VI część! Wszystko dzięki Wam ;).
***
(...)
- Uciekajcie!! - ryknął Potter popychając Dorcas. Upadła twarzą w trawę. Poczuła jak ktoś łapie ją za szatę i ciągnie za sobą.
- Potrafię sama chodzić!! - krzyknęła. Już była daleko aby dostrzec cokolwiek. Za nią Lily sapała z wysiłku. Co się stało...?
Ruda puściła szatę Dorcas. Opadła bez sił na trawę. Było ciemno, zimno a las zdawał się żyć własnym życiem. Każdy szelest liści, każdy choćby jak najmniejszy odgłos przyprawiał dziewczyny o dreszcze. Dorcas leżała na trawie, jej oczy utkwione były w granatowym niebie, jasny blask księżyca oświecał jej podrapaną twarz.
- Lumos - szepnęła Lily. Cienki snop światła padł na ziemię. Z daleka dochodziły do nich wycia. Za pierwszym razem obie stanęły na równe nogi z wyciągniętymi różdżkami. Później zaczęły się z tym oswajać...
- Zaczekajmy tutaj na nich...- powiedziała Lily widząc jak Dorcas rusza się z miejsca.
- Tak wiem, ide po drewno - Dorcas zniknęła na dłuższą chwilę. Znużona Lily skuliła się na trawie i w tych nieprzyzwoitych warunkach zasnęła.
***
- Uciekajcie!! - ryknął Potter popychając Dorcas. Upadła twarzą w trawę. Lily chwyciła ją za szatę i pociągnęła za sobą. Zniknęły z pola widzenia. Ruda kropka rozmyła się pośród drzew.
- Już pora - szepnął Syriusz odchodząc trochę w bok. James kiwnął głową. Na polanie pod postacią : psa, szczura, jelenia i wilkołaka byli Huncwoci. Remus, a raczej jego druga natura obnażając kły, rzucił się na stojącego blisko pięknego jelenia - James'a. Zwierzę upadło na trawę. Tarzając się w kałuży krwi bezradnie próbowało wstać. Syriusz jako pies warcząc odgonił Wilkołaka trochę dalej od krwawiącego Rogacza. Nie obeszło się bez pogryzień i zadrapań. Wilkołak wyjąc uciekł w głąb lasu. James z trudem przemienił się w człowieka, Peter'owi przyszło to o wiele łatwiej - on zbytnio się nie narażał. Syriusz kulawo podszedł do Rogacza.
- Dlaczego nie powiedział McGonnagal, że dziś jest pełnia? - zapytał oburzony. James tylko wzruszył ramionami, dużo go to kosztowało. Zawył z bólu. Z jego boku sączyła się krew... Ze zrezygnowaniem na twarzy upadł na trawę. Peter siedział pod drzewem trzęsąc się jak osika. Jego wodniste oczy błądziły między drzewami. Żeby tu nie wrócił. Pomyślał i schował twarz w dłoniach.
- Pora odnaleźć dziewczyny, nie skazujmy ich na śmierć poprzez strach - James wstał opierając się na Syriuszu.
- No Glizdek, idziemy - zawołał Black próbując wymusić uśmiech. Peter ociągając się wstał i podszedł do przyjaciół. Podstawił Jamesowi swoje ramie i cała trójka szła przez las w poszukiwaniu dziewczyn. Długo szli, wycie Remusa towarzyszyło im przez całą drogę. Wreszcie umilkło. Gdzieś blisko nich pojawiło się światło. Jakieś dziwne ciepło ogarnęło ich ciała. Upadli jak dłudzy obok ogniska. Wystraszone dziewczyny kucnęły przy nich.
- Jak myślisz czy oni też będą... no wiesz? - zapytała Dorcas kiedy Lily ściągała swoją bluzę i nakrywała nią James'a.
- Nie wiem, mam nadzieję, że nie...- powiedziała Ruda. Jej ręka powędrowała do bujnych włosów Pottera. Jej palce kilka kronie je przeczesały. James nie spał. Czuj jak jej delikatne dłonie 'głaszczą' jego głowę. Dorcas przypatrywała się uczynkom Lily. W końcu sama ściągnęła marynarkę i choć była ona cienka, przykryła nią plecy Syriusza. Jego twarz była zakrwawiona...
Czuwając przy nich dziewczyny rozmawiały cicho. Ognisko wygasło. Rozległ się odgłos łamiących się gałęzi. Ktoś był blisko. Lily poderwała się wystraszona, a za nią Dorcas. Obie wyciągnęły różdżki... Dorcas zamknęła oczy, już liczyła do trzech aby rzucić jakieś mocne zaklęcie, lecz czyjaś duża ręka poklepała ją po ramieniu.
- Hagrid... - odetchnęła cicho widząc zachmurzoną twarz gajowego.
- A wy coście myślały? Że jakiś potwór czy jakie licho? - prychnął Hagrid patrząc z ukosa na wyciągnięte różdżki.
- No... Tak, tak pomyślałyśmy. Gdzie się podziałeś Hagridzie? - zapytała Lily chowając z ulgą różdżkę do kieszeni.
- Ja? To wyście mnie zgubili, cholibka. Dobre sobie, ja się zapodziałem w lesie? Ha ha ha - zarechotał ochryple Hagrid. Jego małe, paciorkowate oczy zwróciły się w stronę chłopców.
- Gdzie on jest?! - zapytał natychmiastowo.
- Że niby kto? - Dorcas popatrzyła zdziwiona na Hagrida.
- E wy kobity! - olbrzym machnął ręką - no Remus oczywista! Donośny głos Hagrida obudził Pottera. James podniósł głowę. Jego twarz była mocno pokiereszowana.
- Błąka się gdzieś po lesie - wychrypiał Potter. Z grymasem na twarzy wstał, jego bok przestał już krwawić.
- Wracajmy... - powiedział cicho Hagrid. Wziął leżącego najbliżej Petera i zarzucił go sobie na ramię jak worek kartofli. Dorcas drżąc z zimna podeszła do śpiącego Syriusza. Dotknęła jego policzka. Black powoli otwierał oczy. Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu gdy zobaczył ubrudzoną błotem twarz dziewczyny. Dorcas siląc się na spokój, podniosła Syriusza. Podtrzymując, wyprowadziła go z lasu. Z tyłu Lily pozwoliła Jamesowi oprzeć się na swoim ramieniu. Jego druga ręka od czasu do czasu wędrowała w stronę talii Rudej. Lily nie miała siły aby na niego krzyczeć z tak błachego powodu.
***
Syriusz przetarł oczy. Biel ścian raziła go mocno. Już był kiedyś w tym miejscu. Skrzydło szpitalne. Pomyślał, przypominając sobie twarde, niewygodne materace. Właśnie na jednym z nich leżał. Obok łóżka stało krzesło. Dorcas siedziała na nim z głową opartą o klatkę piersiową. Całonocne czuwanie zmęczyło ją. Spała spokojnie...
Syriusz podparł się na rękach. Łóżko stojące obok zajęte było przez James'a. W dole materaca siedziała Lily z szeroko otwartymi oczami. Mocno nad czymś myślała. Kurtyna rudych włosów opadała na jej podrapaną twarz. Ręce zaciskały się na bluzie, którą w uprzedni wieczór zarzuciła na ramiona James'a. Petera nie było, a o spokojnie śpiącym Remusie mógł tylko pomarzyć. Opadł na materac, łóżko cicho zaskrzypiało. Lily otrząsnęła się z zadumy, Dorcas przetarła oczy. Nie do końca ocucona Meadows uśmiechnęła się blado do Syriusza. Ruda, siedząca nieopodal, zrobiła jakiś żałosny gest w stronę Black'a i znów wpatrzyła się w twarz James'a.
- Dobrze się czujesz? - zapytała cicho Dorcas. Na twarzy wciąż miała zaschnięte błoto. Syriusz uśmiechnął się szeroko widząc jej umazaną twarz.
- Wygląda na to, że tak - wstała z krzesła. Powlokła się w stronę wyjścia. Syriusz odprowadził wzrokiem zgarbioną ze zmęczenia dziewczynę. Lily przymknęła oczy i padła na nogi Rogacza. James zachrapał cicho. Wszystko wracało do normy...
***
Dorcas, choć była zmęczona nie mogła zasnąć. Leżała na łóżku wpatrujac się tępo w sufit. Lily była tuż przy niej. Reszta dziewczyn z dormitorium cicho pochrapywała.
- On mi się chyba podoba... - powiedziała cicho Lily.
- Kto? - zapytała Dorcas przenosząc zmęczone spojrzenie na Rudą.
- James... - wyszeptała a jej twarz przybrała barwę dorodnej piwonii. Dorcas uśmiechnęła się do siebie. Kiedyś to musiało nastąpić. Pomyślała wyciągając się w łóżku.
***
Być może trochę krótko ale na więcej się zmusić nie mogę.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [30]
V >> wtorek, 21 listopada 2006 19:18:24
Nowa notka.
Nie bić mnie po głowie!
... za dużo dialogów...
***
(...) Lily zacisnęła mu ręce w okół szyi. Przystawiła pięść do jego policzka wymierzając cel. Syriusz złapał ją w pół i próbował odciągnąć od duszącego się Rogacza. Peter nie przejmując się całą sytuacją masował głowę.
-To był tylko kawał Evans, nie ma co się złościć !- wykrzyczał James, kiedy Syriusz odciągnął wierzgającą Lily z dala od ich stolika. W tym samym czasie bibliotekarka Pince wyjrzała na chwilę zza kolorowego czasopisma Czarownica. Widok wrzeszczących, szamoczących się nastolatków podburzył jej morale. Odrzuciła gazetę i żwawym krokiem podeszła do stolika wyżej wspomnianej młodzieży. Rozbawieni młodzi ludzie zamilkli widząc zbliżającą się wściekłą bibliotekarkę.
- Ja wam dam łobuzy jedne, za mną !- krzyknęła pani Pince tupiąc nogą. Dorcas siedząca blisko obserwowała wysiłki bibliotekarki, które szły na marne. Wybuchła gromkim śmiechem na co pani Pince zareagowała natychmiastowo.
- Tak ty też. No, szybko za mną i to już! - bibliotekarka wskazała im drzwi i poganiając Jamsa, Petera, Syriusza, Lily, Remusa i Dorcas wyprowadziła ich z pomieszczenia pełnego zaciekawionych uczniów.
- A teraz do profesor McGonnagal, już ona sie z wami rozprawi...- powiedziała z mściwą satysfakcją. Popchnęła najbliżej znajdującego się Syriusza w stronę schodów. Kiwnięciem głowy kazała mu się po nich wspinać, reszta poszła za nim a bibliotekarka z chytrym uśmieszkiem kroczyła dumnie wyprostowana za nimi. Syriusz mamrocząc przekleństwa pod nosem wszedł do gabinetu profesor McGonnagal. Zdziwiona nauczycielka podniosła wzrok znad notatek.
- Na brodę Merlina coście zrobili? - zapytała profesor McGonnagal wodząc wzrokiem po twarzach uczniów. Pani Pince weszła jako ostatnia, głośno zamykając drzwi.
- Oni roznieśli by moją bibliotekę - wysapała bibliotekarka podchodząc do biurka nauczycielki. Oparła na nich ręce i spuściła głowę. Profesor McGonnagal uniosła brew i zepchała kobietę.
- Minerwo daj im szlaban, każ robić coś plugowanego, coś trudnego... - pani Pince zaciskała pięści ze złosci. Zdegustowana nauczycielka popatrzyła na jej odrażający grymas.
- Dobrze Pince, odejdz, zajmę się nimi -profesor McGonnagal wzięła do ręki kilka papierów i podała je bibliotekarce.
- Wypełnij to jeśli łaska, a teraz wyjdź stąd - pani Pince przygryzła wargi. Biorąc od nauczycielki plik pergaminów wyszła z pokoju.
- Nie musi pani dawać nam szlabanu- powiedział śmiało Syriusz wychodząc naprzeciw nauczycielki od transmutacji.
- Panie Black, jestem zmuszona panu i państu- tu skinęła na resztę- odmówić. Jutro godzina osiemnasta u Hagrida, bez żadnych wymówień. Remus westchnął ciężko. Syriusz z Jamsem i Peterem wymienili zlęknione spojrzenia.
- Nie bójcie się, przecież znacie Hagrida. Teraz - popatrzyła na zegar wiszący na ścianie - pora abyście udali się spać. Dobranoc. Nauczycielka wstała i powolnym krokiem odprowadziła ich do drzwi. Twarz Lily z każdym kolejnym krokiem robiła się bardziej purpurowa. Dorcas zatkała sobie uszy, gdy kakofonia dźwięków wydostała się z ust Rudej.
- Potter...- wysyczała pod porterem Grubej Damy krzywiąc się ze złości. James ledwo uchronił się przed ciosem wymierzonym przez Lily.
- Nie takie jest hasło...- ziewnęła rozwlekle Gruba Dama łypiąc złowrogo na zebranych uczniów. - Co wy tu robicie o tej porze?
- Nie ważne... figiel migiel! - powiedział z naciskiem Syriusz. Postać z portretu wymamrotała parę słów i odsłoniła im przejście do pokoju wspólnego.
- Dobranoc- ziewnęła obszernie Lily przechodząc pod portretem.
- Dobranoc Kochanie - powiedział James posyłając jej buziaka w powietrze.
- Branoc Ruda - Syriusz machinalnie puścił do niej oczko.
- Kolorowych snów - Remus kiwnął głową i odszedł w stronę dormitorium za resztą Huncwotów.
***
Perspektywa zbliżającego się szlabanu z Huncwotami przybiła Dorcas do granic możliwości. Jadła właśnie śniadanie kiedy koło niej usiedli wyżej już wspomniani chłopcy. Remus ze spuszczoną głową wyszeptał 'cześć' i z grymasem na twarzy grzebał widelcem w swoim talerzu. Jajecznice rozmazał po całym naczyniu. James starał się powstrzymać śmiech, ale nie mógł. Widząc zbliżajacą się Lily z kwaśną miną wybuchł nieposkromionym śmiechem patrząc na zmianę to na Lupina to na Evans.
- James opanuj się - powiedział Syriusz poirytowany zachowaniem przyjaciela. Rogacz zasłonił usta ręką, jednak wspomnienie purpurowej twarzy Remusa...
- Potter dobrze się czujesz?! - warknęła Lily przywracając James'a do 'normalności'. Potter pokiwał przesadnie głową co zmusiło Rudą do powiedzenia całej prawny o napuszonym Rogaczu.
- ... i jeszcze stroszy te pióra jakby mu nie za mocno sterczały- wyliczała Evans po drodze na lekcje transmutacji.
- Opanuj się- powiedziała tym razem Dorcas ze zrezygnowaną miną. Usiadła w ławce i w skupieniu rysowała karykaturę Blacka z butelką Ognistej w ręce. Profesor McGonnagal z zainteresowaniem przyglądała się pannie Meadows. Gdy reszta klasy pracowała, zakradła się do niej i zajrzała uczennicy przez ramię. Z oburzeniem wyrwała dziewczynie kartkę i pokazała ją całej klasie. Na pergaminie Dorcas narysowała Syriusza w samych majtkach. Miał lekkiego zeza a włosy... prawie ich nie było.
- Odejmuję 10 punktów Gryffindorowi, gratuluję Meadows - nauczycielka karcącym wzrokiem popatrzyła na skrępowaną Dorcas. Dziewczyna wyszła jako ostatnia z klasy, nauczycielka kazała jej zostać po zajęciach. Wysłuchała nauczycielki z enigmatyczną miną. Gdy profesor McGonnagal mówiła kulturze i arogancji Dorcas wyglądała przez okno, co chwilę przytakując. Zabrała swoje rzeczy i powolnym krokiem ruszyła w stronę lochów. Miała jeszcze trochę czasu...
Eliksiry, Zielarstwo i Zaklęcia. Syriusz stwierdził, że powinni im jeszcze, jak na ironię, dorzucić historię magii. Ze zrezygnowaną miną wyszedł z wielkiej sali, po zjedzonym obiedzie, zostawiając swoich przyjaciół. Wspinając się po schodach zauważył jasne czubki głów. Z dziwną determinacją przeszedł koło Lizzie i Brendy.
-Cześć skarbie...- Syriusz odwrócił się niechętnie. Blondynka opierała się o ścianę, wysuwając do przodu nogę co sprawiło, że jej dość kłusa spódnica podniosła się do góry o parę centymetrów, ukazując różowe majtki.
-Nie odchodź!!- syknęła kiedy Łapa olał sytuacje.- nie próbuj mnie ignorować! Syriusz zatrzymał się, szczupłe dłonie Holligen oplotły jego szyję. Czuł pod plecami zimną ścianę. Jej czerwone usta zbliżały się do jego twarzy. Gdzieś z oddali napłynął ich odgłos przyśpieszonych kroków.
I stało się... W jeden chwili czuł gorąco napełniające go od palców u stóp do czubka głowy, a w drugiej mocny policzek. Złapał się z twarz. Dorcas stała naprzeciw niego z plecakiem w jednej ręce. Miała rumieńce na twarzy.
-Lepiej się nie tłumacz...-powiedziała chłodno zanim Syriusz zdążył otworzyć usta. Lizzie z zadowoleniem na twarzy posłała Blackowi buziaka w powietrzu.
-Pa kochanie...- wyszeptała oddalając się w głąb korytarza, kręcąc przy tym biodrami. Syriusz wypuścił głośno powietrze. Stojąca przed nim Dorcas, czerwona na twarzy, zdawała się kipieć ze złości. Bezradny Black uniósł ręce do góry. Dorcas z zawziętą miną kroczyła u jego boku. Oboje zmierzali do pokoju wspólnego, żadne się nie odezwało.
- Figiel migiel- powiedziała Dorcas z naciskiem.
- Masz w głowie, skarbie, masz w głowie...- zachichotała gruba dama odsłaniając przejście.
Dorcas weszła do pokoju uprzednio popychając Syriusza, który wpadł na jakąś pierwszoklasistkę. Dziewczyna o płowych włosach zarumieniła się i uciekła.
- Och Black, ty łamaczu dziewczęcych serc- zarechotała Dorcas zajmując miejsce na kanapie obok Lily. Złość, która tak nagle w niej eksplodowała ucichła. Z uśmiechem na twarzy wdała się w rozmowę z Rudą. Rozmowa, jak nigdy, się im nie kleiła. Lily zamknęła oczy i siedząc zasnęła. Lekkie szturchanie wyrwało ją ze świata marzeń. Przetarła oczy i popatrzyła na rozbawione twarze Huncwotów i Dorcas. Łapiąc Rudą pod pachy, wyszli z pokoju, tarmosząc za sobą nie do końca obudzoną Lily. Chłopcy ubrani w płaszcze wyszli na wietrze błonia. Dziewczyny mogły tylko im pozazdrościć. Dorcas trąc ramiona szła z tyłu trzymając się Lupina. Zadała głowę w kierunku tym samym co Remus - księżyc schowany za chmurami.
- Kogo tu znowu niesie? - usłyszeli gburański głos Hagrida gdy zastukali w drzwi jego chatki.
- Ach to wy, cholibka żem nie pomyślał, że tylu was będzie - gajowy podrapał się po głowie. Jego spojrzenie padło na Remusa.
- Dobrze się czujesz? Jakiś taki bladyś.
- Nie wszystko w porządku Hagridzie - powiedział Remus osłupiony troską olbrzyma. Hagrid skinął głową. Wziął swój płasz i wskazał im swoim dużym palcem Zakazany las. Wytłumaczył, że muszą 'odwiedzić' centaury.
- Czy one nie są niebezbieczne? - zapytała Lily kiedy weszli do lasu. Hagrid pokręcił głową i poszedł przodem. Pochód zamykał roztrzęsiony Peter. Nie odzywał się - jakby go z nimi nie było. Błądzili po lesie godzinami, tak im się przynajmniej zdawało. Syriusz zatrzymał się raptownie.
- Co się dzieje? - zapytał stojący za nim James.
- Zgubiłem Hagrida.
- Jak mogłeś zgubić takiego olbrzyma?! - prawie wykrzyknęła oburzona Lily. W tym samie Dorcas stłumiła swój okrzyk. Przerażona przyległa do drzewa. Pokazując coś reszcie skuliła się pod pniem. James przepchał się do niej, złapał za ramiona i postawił na ziemię.
- To nie jest czas i miejsce na histerię, przecież nic się nie stało!- warknął do Dorcas po której twarzy spływały łzy.
- Remus...- wyszeptała i pokazała trzęsącą się dłonią Lupina stojącego w blasku księżyca. Krzyknął przeraźliwie z bólu. Cały porósł sierścią, z rąk powyrastały szpony, głowa zmieniła swój kształt. Wielki pysk obdarzony mnóstwem kłów.
- Uciekajcie!! - ryknął Potter popychając Dorcas. Upadła twarzą w trawę. Poczuła jak ktoś łapie ją za szatę i ciągnie za sobą.
- Potrafię sama chodzić!! - krzyknęła. Juz była daleko aby dostrzec cokolwiek. Za nią Lily sapała z wysiłku. Co się stało...?
C.D.N.
***
No i dobra. Wysiliłam swój mały, ciasny rozumek no i.. mi nie wyszło. Wybaczcie.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [20]
IV >> sobota, 11 listopada 2006 12:33:28
I oto w końcu pojawia się notka. Nie należy do najlepszych, najciekawszych. Czytacie na własną odpowiedzialność.
Dla Natali, która przestała pisać przez pewną osobę;
Dla Ani, mojej Szczerby. :)
***
(...)
Po jej twarzy spłynęła pojedyncza łza. Huncwoci zamilkli.
- Mną sie nie przejmujcie...- rzuciła przez ramie. Nacisnęła na klamkę i wyszła z jakże męskiego dormitorium. Nie można napisać, że nie chciało jej się płakać. Kiedy zeszła schodami do pokoju wspólnego ogromny potok łez spływał po jej rumianych policzkach. Nie ważne czy ktoś mógł zobaczyć ją w tym stanie, było jej okropnie smutno, nie miała zamiaru tego skrywać. Chowając twarz w dłoniach usiadła na kanapie tuż przed kominkiem. Gorące powietrze bijące od ognia ogrzało jej trzęsące się ciało, nie koniecznie z zimna. Nie mogło dojść do niej, że ktoś może być tak ordynarny, zapatrzony w własne ambicje aby dopuścić się do takiej rzeczy. "Nie jesteś słaba, Dorcas."- zawsze mówiła jej matka. Co by teraz poczuła widząc córkę trzęsącą się ze strachu przed ludźmi? Nic, jedynie otuliła by ją swoim ramieniem i powiedziała kilka podnoszących na duchu słów. Na samo to wspomnienie na twarzy Dorcas pojawił się nikły cień uśmiechu. Siedziała tak w niemym szczęściu, patrząc tępo w tańczący radośnie ognień. Była by na długo została w takiej pozycji gdyby nie czyjaś ręka spoczywająca na jej ramieniu. Nie chętnie odwróciła głowę. Lily uśmiechnęła się szeroko odgarniając przy tym kosmyk włosów opadający na twarz.
- Cześć- powiedziała siadając koło przyjaciółki. Dorcas nic nie powiedziała. Przeniosła wzrok z śmiejących się oczu Lily na chudą dziewczynę stojącą samotnie pod ścianą. kurtyna brudnych, białych włosów opadała jej na ramiona. Jedną nogę oparła o ścianę, drugą wysunęła trochę do przodu. Ręce splotła za plecami, nadając tym samym swojej postaci tajemniczość. Dorcas nie słuchała słów wydobywających się z ust Lily niczym górski potok. Ta mizernie wyglądająca dziewczyna pod ścianą przykuła jej uwagę. Kiedy poddenerwowana Lily zaczęła maniakalnie machać rękami, Dorcas spostrzegła ile wysiłku wkłada aby do niej dotrzeć.
- Lekcje!- wysapała Lily kładąc rękę na falującej piersi. Wstała z kanapy i szybkim krokiem odeszła w stronę dormitorium. Wróciła z torbą zarzuconą na ramieniu i plecaku Dorcas w ręce.
- Trzymaj- powiedziała wręczając Dorcas tornister. Dziewczyna założyła go na ramie i wyszła za Lily z pokoju wspólnego.
W Wielkiej Sali uczniowie kończyli śniadanie, kiedy drzwi otwarły się z wielkim hukiem. Lily przerażona własną siłą, spuszczając ze wstydu głowę zasiadła do stołu. Idąca koło niej Dorcas omiotła wzrokiem salę. Miejsce, które zajęła Lily było, mało powiedziane, nieodpowiednie. Dorcas popatrzyła ze wstrętem na Lizzie i Brendę. Obie szczerzyły żeby w szyderczym uśmiechu. Gdyby wylać na nie kubeł zimnej wody, makijaż spłynął by wraz z tymi uśmieszkami. Pomyślała Dorcas żując powoli tost. Lily szturchnęła ją w bok, dając tym samym do zrozumienia, że czas iść. Zabierając plecaki wyszły z sali aby udać się na dwie godziny eliksirów wraz ze Ślizgonami. Schodzenie do lochów u boku Lily, było najmniej lubianym przez Dorcas zajęciem. Gdy profesor Slughorn, widział rudą czuprynę panny Evans zaczynał snuć monolog nad jej niezwykłymi zdolnościami. Zawsze przy tych rozmowach pomijał Dorcas. Stała z boku przysłuchując się z nie tęgą miną. Sam profesor nie odznaczał się nadzwyczajną urodą. Miał ogromny brzuch, wielkie sumiaste wąsy i włosy koloru słomy. W całej szkole znany był klub Ślimaka, który on prowadził. Należały do niego osoby mające jakiekolwiek znaczenie w świecie czarodziei. Sławna matka, ojciec, dziadek, wujek czy ciotka. Dzięki rodzinie łatwo można było być ulubieńcem profesora. Jedynie Lily wkupiła się swoim wdziękiem i talentem.
Wchodząc do klasy Dorcas zauważyła jak Slughorn uśmiecha się do Lily. Przywołał ją do siebie gestem ręki. Potulna Evans podeszła do biurka profesora. Kilka razy pokiwała głową i wróciła do stolika, na którym Dorcas zdążyła postawić wagę i parę innych rzeczy. Lily rzuciła torbę na zimną posadzkę i nachyliła głowę nad ucho Dorcas.
-Pójdziesz ze mną na przyjęcie do Slughorn'a?- szepnęła, a Dorcas poczuła nieprzyjemne łaskotanie.
- Nie ma mowy- powiedziała z zawziętą miną. Trzasnęła tomem od eliksirów z takim skutkiem, że w całej klasie zapadła cisza.
- Proszę- Lily bezgłośnie wymówiła te słowa. Dorcas jeszcze raz pokiwała przecząco głową. Syriusz siedzący kilka stolików dalej, przypatrywał się z zaciekawieniem dyskusji dziewczyn. Nie minęło dziesięć minut kiedy Doras wrzuciła swoje rzeczy do plecaka i wyszła z klasy trzaskając drzwiami. Osłupiona Lily popatrzyła się z bezradną miną w jego stronę. Syriusz zrobił jakiś żałosny gest po czym odwrócił się do tablicy, na której profesor wypisał składniki eliksiru nasennego. Co chwila zaglądał do kociołka Remusa aby upewnić się czy wszystko robi dobrze. Sam Lupin nie był tego pewien. Ten czas, ten jeden dzień w miesiącu sprawia, że czuje się paskudnie. Mieszał za pomocą różdżki zawartość kociołka kiedy profesor zakradł się za niego i oznajmił cichym głosem, że jest beznadziejny. Remus wzdrygnął się. Zanim zdążył się odwrócić Slughorn stał nad Lily rozkoszując się jej umiejętnościami.
- Złota dziewczyna, złota dziewczyna!- powiedział entuzjastycznie profesor kiedy Lily oznajmiła, że skończyła.
Z markotną miną wyszedł z sali kierując się na lekcji transmutacji, Dorcas pojawiła się w klasie. Usiadła z dala od Lily, która nie wiedząc czemu roześmiała się na widok ponurej miny koleżanki.
Remus oparł się na rękach. Przez większą część lekcji wpatrywał się w rude włosy Lily. Coś nim poruszyło. Machinalnie odwrócił się do tyłu. W ławce za nim siedział uśmiechnięty James. Gdyby wiedział jaka myśl przeszła mu przez głowę... James oderwałby ją i wrzucił do jeziora. Czuł jak bladnie, jak ręce mocniej zaciskają mu się na książce. Lekcja się skończyła. Remus wyleciał z klasy i pędem pobiegł do biblioteki. Chwycił pierwszą książkę, która leżała na biurku pani Pince. Schował za nią twarz i zaczął czytać. Była nudna, tak nudna, że wolałby być teraz na wróżbiarstwie. Wzdrygnął się kiedy blisko niego rozległ się pełen spokoju głos Lily. Ostrożnie odsunął książkę i popatrzył w jej uśmiechnięte oblicze. Zaśmiała się cicho widząc tytuł książki.
- Mordy na goblinach?- wzięła książkę w swoje ręce i przewróciła kilka kartek. Zaśmiała się ponownie gdy odkładała książkę.
- Nie wolałbyś czegoś innego?- zapytała patrząc w oczy Remusa. Na jego policzek wypłynął purpurowy rumieniec.
- Tak, tak, coś o eliksirach- wymamrotał patrząc na jej zgrabną sylwetkę.
- Chodź za mną.- powiedziała chwytając go za rękę. Poprowadziła go do regału znajdującego się blisko stołu przy którym siedzieli Syriusz, James i Peter. Rogacz nachylił się w stronę ich obu i przesłaniając ręką usta powiedział coś, na co Huncwoci zareagowali głośnym śmiechem. Na ostatniej półce regału stał opasły tom, na który Lupin zwrócił uwagę: "Najskuteczniejsze porady eli...". Złoty napis wytarł się, ale Remus domyślił się, był pewien, że chodzi o eliksiry. Wskazał palcem, Lily tą właśnie książkę. Dziewczyna skinęła głową i przysunęła sobie drabinę. Wchodziła ostrożnie po spodniach. Remus zadarł głowę do góry. Miała spódnicę, na dodatek krótką. Miał wrażenie, że ślina spływa mu po brodzie. Wytarł twarz i spuścił wzrok. Miłość- to nie na jego głowę. Lily zeszła, podała mu księgę z uśmiechem. Skołowany Remus uśmiechnął się i otworzył ją szeroko. Głośny, piskliwy głos wypełnił bibliotekę.
TWE OCZY TAK ZIELONE, WŁOSY TAK RUDE, A ME SERCE TAK CIERPIĄCE... KOCHAM CIĘ LILY, REMUS!
Lupin stał się nagle cały czerwony. Popatrzył zawstydzony na Jamesa, który leżał na stole śmiejąc się głośno. Syriusz walił się pięścią w klatkę piersiową udając kaszel natomiast Peter upadł na podłogę nabijając sobie guza. Lily zesztywniała. Jej oczy zwęziły się.
- Dziękuję Remusie- powiedziała oschle i podeszła do huncwotów krzycząc najgłośniej jak potrafiła. James nie mógł zebrać się na powagę. Widząc zmieszaną minę Remusa powstrzymał się na chwile aby wybuchnąć po raz kolejny. Lily zacisnęła mu ręce wokół szyi. Przystawiła pięść do jego policzka wymierzając cel. Syriusz złapał ją w pół i próbował odciągnąć od duszącego się Rogacza. Peter nie przejmując się całą sytułacją masował głowę.
- To był tylko kawał Evans, nie ma co się złościć!- wykrzyczał James, kiedy Syriusz odciągnął wierzgającą Lily z dala od ich stolika.
C.D.N.
***
Prawda, że trzy jakże głupie literki mogą coś zepsuć? Nie, ale nie w tym wypadku, tu nie ma nic do zepsucia.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [20]
III >> wtorek, 31 października 2006 19:51:35
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam ale jakoś tak wyszło.
Z dedykacją dla Natalii, za wsparcie i za to, że jest.
Jej blog: http://etiennette-saira.mylog.pl/
Teraz notka...
***
Syriusz przez kilka tygodni nie mógł dostosować sie do swego planu zadań. W czasie wolnym pomiędzy lekcjami odrabiał zadania, którymi cały szósty rok był zasypywany. Spędzając popołudnie w bilbiotece nad książką o truciznach i antidotach poczuł gdzieś w pobliżu najbardziej ukochany przez siebie zapach. Brzoskwiniowy szampon Dorcas. Automatycznie odwrócił głowe. Samotnie, przy stoliku z stertą książek siedziała Meadows. Zawzięcie skrobała piórem po pergaminie. Syriusz odniósł wrażenie, że coś nią wstrząsnęło. Włosy miała w nieładzie, a ręce drżały jej przy każdym przewrocie strony w książce. Przez krótką chwilę spojrzała na niego. Jednym ruchem zgarnęła książki do plecaka. Podeszła do stolika przy którym siedzieli Huncwoci. Syriusza coś mocno ścisnęło w żołądku.
- Możemy pogadać?- zapytała zarzucając plecak na ramię. Syriusz skinął głową i wyszedł tuż za nią z biblioteki.
- Nie odzywaj się do mnie, nie patrz, nie próbuj...- powiedziała kiedy drzwi za jego plecami się zamknęły. Popatrzył w jej oczy, mówiła prawdę. Trzęsły jej się ręce...
- Ale...- Dorcas jeszcze raz popatrzyła na niego i poszła. Długo wpatrywał się w jej malejącą sylwetkę, aż zniknęła. Przejechał dłonią po twarzy, przeczesał włosy palcami. Wrócił do biblioteki. Napotykając wściekłe spojrzenie bibliotekarki chwycił torbę i pośpiesznie opuścił sale. Szedł powoli, w jego głowie toczyła się gonitwa myśli. Z torbą na jednym ramieniu i rękoma założonymi za plecami wędrował po szkole. Za oknami się ściemniało, krople deszczu uderzały o szyby, jesień coraz bardziej dawała o sobie znać. Syriusz po długim rozmyślaniu udał się do wieży Gryffindoru. W pokoju wspólnym jak zwykle było tłoczno, ale tym razem, większość uczniów zebrała się w jednym miejscu. Drobna postać kuliła się na podłodze. Syriusz z daleka poznał by kolor tych włosów. Odpychając pierwszoklasistów, przecisnął się przez tłum ludzi aby stanąć w pierwszym rzędzie. Nad unieruchomionym ciałem Dorcas stała starsza o rok Lizzie Holligen wraz ze swoją nieodłączną przyjaciółką Brendą Woolie. Obie dziewczyny miały blond włosy i niebieskie oczy. Lizzie była wyższa od Brendy, za to Wollie odznaczała się większym spokojem. Były popularne, tego ukryć się nie da, lecz cieszyły się złą sławą. Przybrały miano: pyszałkowanytch blondynek. W chwili kiedy Syriusz stanął przed dziewczynami obie opuściły różdżki. Skulona Dorcas drgnęła.
- Tak się płaci za miłość skarbie- syknęła Lizzie dotykając demonstracyjnie swojej klatki piersiowej. Brenda zachichotała, zakrywając przy tym usta. W pokoju zrobił się popłoch. Uczniowie rozmawiali przyciszonymi głosami.
- Czemu nikt nie zareagował?- zapytał Syriusz dźwigając zdrętwiało ciało Dorcas. Zaniósł ją do swojego dormitorium, które dzielił wraz z Jamsem, Remusem i Peterem. Najwyraźniej dzisiejszej nocy będzie musiał przespać się na podłodze.
***
Dorcas wyciągnęła się leniwie w łóżku. Deszcz bębniący w szyby zbudził ją ze snu. Podciągnęła kołdrę pod brodę, dziwnie pachniała. Odsłoniła zasłony łóżka, jedną nogą stanęła na czymś miękkim. Z podłogi dobiegł ją głośny jęk. Dorcas pośpiesznie zabrała stopę i popatrzyła w dół. Na materacu leżał Syriusz opatulony kocem. Krzyknęła, co obudziło resztę huncwotów.
- Mamo ja nie chcę jeść tego kotleta, wolę ciastko...- wysapał Peter machając przez sen rękoma. Remus zerwał zasłony i z kropelkami potu na czole popatrzył na bladą twarz Dorcas. James z impetem walnął w kolumnę łóżka, co wywołało śmiech u Syriusza.
- Co ja tutaj robie?- zapytała Dorcas patrząc kolejno na huncwotów. Remus wzruszył bezradnie ramionami i skinął głową na tarzającego się po podłodze Blacka. Syriusz napotykając spojrzenie Dorcas, zatrzymał salwę śmiechu aby wydusić:
- Lizzie.
Dorcas schowała twarz w dłoniach. Slajdy wczorajszego dnia przewijały jej się w głowie.
- Słuchaj Meadow, zostawisz Blacka w spokoju to będzie dobrze...- Dorcas stała pośrodku pokoju wspólnego. Lizzie celowała w nią różdżką. Blondynka z kpiącą miną patrzyła na bezradność słabszej gryfonki.
-Co tak zamilkłaś?!- wtrąciła się Brenda stojąca za przyjaciółką.- Już narobiłaś w galoty? Przysłuchujący się tej rozmowie od dłuższej chwili uczniowie wybuchli gromkim śmiechem. Dorcas splotła ręce. Ta dyskusja była nie na temat, zwłaszcza w tej chwili. Chciała już odejść, kiedy poczuła zaciskającą się na jej ramieniu niczym kleszcz, rękę.
-Nie ignoruj nas!- syknęła Brenda. Lizzie po raz kolejny wyciągnęła różdżkę. Błysnęło czerwone światło i Dorcas z hukiem uderzyła o podłogę.
Brunetka niechętnie podniosła głowę. Po jej twarzy spłynęła pojedyńcza łza. Huncwoci zamilkli.
-Mną się nie przejmujcie...- rzuciła przez ramie. Nacisnęła na klamkę i wyszła z jakże męskiego dormitorium.
***
Krótko.
A Wy co myślicie?
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [14]
II >> sobota, 28 października 2006 10:27:47
Dla Ani...
[*]
***
- Dorcas? Dorcas!!- ktoś potrząsnął zdrowo dziewczyną. Nieprzytomna Meadows leniwie otworzyła oczy.
- Lily, miałam taki piękny sen a Ty mnie obudziłaś...- warknęła Dorcas wyciągając się w miejscu. Rudo-włosa nic nie odpowiedziała tylko wpatrzyła się w sufit. Od połowy wakacji nie mogła sie dogadać z najbliższą jej sercu przyjaciółką. Coś się stało a ona nie chciała tego wyjawić. Oparła czoło o szybę w oknie i westchnęła ciężko. Z drugiej strony Dorcas prychnęła gniewnie. Evans popatrzyła w jej stronę ale ona już wyszła z przedziału.
Dorcas ze złości zaciskała pięści. Nie patrząc przed siebie szła wzdłuż okien wyklinając cicho pod nosem. Jej pochylona do przodu głowa walnęła w twardą, ciepłą dziwnie znajomą ścianę. Powoli, domyślając się kto to może być podniosła wzrok. Syriusz uśmiechnął się cynicznie. Szybkim ruchem ręki objął ja w talii.
- Wiem, że tego pragniesz...- szepnął nachylając do niej swe usta.
- Nie wcale nie!- powiedziała odwracając głowę.
- Wtedy się nie sprzeciwiałaś- Syriusz z błyskiem oku pogładził ją po włosach.
- Byłam pijana! Rozumiesz pijana, nie wiedziałam co robie!- wykrzyknęła popychając go z całej siły.
- To znaczy, że to co powiedziałaś było tylko alkoholowym bełkotem?- zapytał Syriusz udając, że go tym zraniła.
- Tak, ty też nie jesteś wzorem abstynenta!- krzyknęła a na jej twarzy pojawił się szkarłatny rumieniec.
- To wtedy...? byłaś po prostu pijana...
- Tak Black a cóż Ty do cholery myślał?- zaśmiała się ironicznie i odeszła. Syriusz nie mógł się z tym pogodzić, zraniła go. Ta noc była jego najpiękniejszą nocą, a ona po prostu była pijana. Roztargniony, wsadzając ręce do kieszeni w spodniach ruszył niemrawo do swojego przedziału. Gdyby mógł cofnąć czas nie zrobił by tego, wolałby aby Dorcas była czysta. Poczuł jak drżą mu ręce. "Black nie łam się", z nerwów przygryzł wargi.
-Stary co Ci jest?- zapytał James podnosząc się z miejsca.
-Nie nic- Syriusz wymusił uśmiech. James tylko wzruszył ramionami po czym powrócił do rozmowy z Remusem.
-Nigdy nie byłem tak pijany- powiedział podekscytowany Lupin- tak naprawdę to był mój pierwszy raz.
Syriusz udał, że się krztusi a tak naprawdę dusił się ze śmiechu. James klepnął go zdrowo w plecy szczerząc zęby.
- Ja też nic nie pamiętam...- wtrącił się Peter rumieniąc się- ale smutna twarz Dorcas śmiga mi przed oczami.
- Taak, ja również mam zaćmę ale to dlatego, że Evans walnęła mnie pustą butelką po Whisky- odparł rozradowany James tarmosząc swoje włosy.
Syriusz uśmiechnął się do siebie. W pewnym sensie jego impreza się udała, ale tylko w pewnym. Ogniska Whisky jeszcze została, nie marnując okazji Syriusz spakował resztę butelek do kufra myśląc, że moga się jeszcze na coś przydać. Nie zastanawiając się dłużej ściągnął kufer z półki. Otworzył go jednym machnięciem różdżki.
- Macie...- wręczył reszcie grupie butelki z Whisky. Nie patrząc na nich zdrowo pociągnął ze swojej. Reszta nie czekając na znak uczyniła to samo. I tak zapasy Syriusza opróżniły się. Remus nie chętnie, ale jednak, wypił całe 2 butelki. Czkając i zataczając się wyszedł z pociągu. Za nim Peter w trochę lepszym stanie a na samym końcu James z Syriuszem.
- Ale mnie w gardle piecze- powiedział Potter głośno przełykając ślinę.
- A ja chyba zasnę na uczcie...- wychrypiał Syriusz opierając się o ramie przyjaciela. I tak też było. Czworo Huncowotów zataczając się doszło do stołu obdarowywani gwizdami ze strony Ślizgonów. Gdy tylko usiedli, jeden po drugim złożyli głowy na talerzach i pochrapując cicho, zasnęli.
- Ale żenada...- prychnęła Dorcas siadając z dala od nich.- czy oni nie mogą choć przez chwilę nie zwracać na siebie uwagi? Lily nic nie powiedziała. Popatrzyła tylko na Jamesa, który tak słodko wyglądał we śnie. Potrząsnęła głową, słodko? Potter? Nie, musiało jej się pomylić. Zajęła miejsce obok Dorcas która wpatrywała się w swoje ręce z takim uporem jakby chciała je trans mutować. Chwile potem rozległ się monotonny głos profesor McGonnagal. Dorcas opierając głowę na rękach patrzyła tępo w twarz dyrektora. Oderwała się na chwilę od rzeczywistości aby w wyobrażeniach przywalić Black'owi w jego czułe miejsce. Zachichotała cicho zakrywając usta. Na krótki czas odwróciła wzrok aby spoglądnąć na Syriusza. Z otwartych ust wypływała ślina, a jego oddech mógł postawić na nogi mocno śpiącego człowieka. Odkaszlnęła cicho. Lily dźgnęła ją palcem w bok, pokazując podbródkiem wstającego Dumbedore'a.
- Wsuwajcie!!- krzyknął radośnie, a jego głos potoczył się echem po sali.
Dorcas nie była zbyt głodna odsunęła od siebie myśl, że w tej chwili mogła by coś wsadzić do ust. Lily jednak nie zrezygnowała, nałożyła sobie właśnie sporą porcję ziemniaczków, kiedy jakiś głos obok nich krzyknął radośnie:
-O JEDZENIE!!
Śpiący w talerzach obudzili się podnosząc głowy. To jeden z nich czując zapach potraw zbudził się ze snu.
- Tak Peter też Cię kochamy...- mruknął James opierając głowę na rękach. Syriusz nie zwracając na nich uwagi złożył po raz kolejny głowę na talerzu.
Dorcas nie mogła sie powstrzymać aby nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Pijany Black na rozpoczęciu roku, a to dobre! Zwracając na siebie wiele oburzonych spojrzeń, w tym Lily, śmiała się dalej. Powstrzymała się dopiero wtedy kiedy dyrektor wstał aby ponownie zabrać głos.
- Moi drodzy, witam was na kolejnym roku w Hogwarcie- powiedział uśmiechając się szeroko.- jak wiadomo Wam, moim starym przyjaciołom wstęp do Zakazanego Lasu jest zabroniony, wspominam o tym aby nowi uczniowie też o tym pamiętali. Pan Filch posiada spis rzeczy, które chce Wam oddać, więc jeśli coś ZGUBILIŚCIE, powinniście się do niego zgłosić. Tak, wiem, że jesteście zmęczeni, nie trzymam już was dłużej, dobranoc. I wstając z krzesła jako pierwszy wyszedł z sali. Lily jako perfekt i Remus wyprowadzili pierwszoroczniaków do wieży. Dorcas trzymała się z tyłu aby przez przypadek nie wpaść na nikogo. Trzymając się małej, zbitej grupki dziewcząt z czwartego roku doszła do portretu grubej damy.
-Jakie jest hasło?- zapytała jedna ze strachem w głosie.
-Nie wiem, nie spytałaś się tej rudej?- smukła dziewczyna o długich czarnych włosach popatrzyła z odrazą na mniejszą koleżankę.
-Myślałam, że ona to zrobi!- odpowiedziała jej niska blondynka, wskazując grubym palcem na trzecią koleżankę. Nagle wszystkie umilkły. Spod portretu wyłonił się przystojny Black. Dorcas nabrała głośno powietrze po czym wypuściła je nosem.
-O, niewiasty w potrzebie!- powiedział uśmiechając się szarmancko- Hasło to majciochy w grochy. Kiedy otworzył usta wyłonił się z nich odór nie do zniesienia. Jednak dziewczęta się tym nie przejmowały, chichocąc wypowiedziały hasło i weszły do wieży, a Dorcas chcą uniknąć spotkania sam na sam z Syriuszem wcisnęła się między nie i w ten sposób wślizgnęła się do pokoju wspólnego. Black chciał z nią porozmawiać, ale nie zdążył złapać ją za rękę, gdyż zniknęła w tłumie uczniów. Zacisnął pięści, policzył do trzech, powiedział hasło i z powrotem wszedł do wieży. Wodząc wzrokiem po pokoju dostrzegł Lily Evans, rudą dziewczynę, która podobała się Jemsowi. Jeśli jest ona Dorcas musi być w pobliżu. Pomyślał Syriusz. Lecz nigdzie jej nie było. Zaklął pod nosem i poszedł do dormitorium. Na łóżkach siedzieli już jego przyjaciele. Siedzieli? Prędzej udawali, że siedzą. Remus w pewnym momencie spadł z miękkiego materaca na podłogę. Peter śmiał się z niego, a James mruczał coś niezrozumiałego pod nosem. Syriusz uśmiechając się ironicznie, ubrał się w pidżamę. Wlazł do łóżka i zasłonił kotary.
- Dobranoc- powiedział przewracając się na drugi bok.
- Branoc...- bąknął najbardziej trzeźwy James.
***
Nie, nie wyszło mi... Kolejna będzie lepsza, tak sądzę.
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [8]
Początki :)) >> poniedziałek, 23 października 2006 20:16:22
Tak nie mylicie się... to historia o Dorcas Meadows, Syriuszu Blacku, Jame’sie Potterze, Remusie Lupinie, Lily Evans i Peterze Pettigrew.
Tak to jest popularne, przeciętne, wyświechtane...
Ja postaram się przedstawić się Wam mój własny punkt widzenia rozwoju ej historii / opowieści, nazywajcie to jak chcecie...
Oto i ona.
***
- MEADOWS!!- krzyknął męski głos zza pleców dziewczyny. Była ona średniego wzrostu, brązowe włosy opadały jej na łopatki, a spod bujnej grzywy patrzyły na świat zielono-brązowe oczy. Dorcas, bo tak miała na imię, odwróciła się niechętnie. Od razu rozpoznała właściciela po jego głosie.
- Czego chcesz Black?- zapytała opierając się plecami o zimną ściankę Ekspresu Hogwart. Przed nią stał przystojny młodzieniec z cynicznym uśmiechem na ustach. Widząc nie zadowoloną minę dziewczyny podszedł bliżej niej.
- Tak sobie pomyślałem, że po naszym ostatnim spotkaniu w te wakacje...- zaczął Black z rozmarzoną miną.
- Ty lepiej nie myśl- przerwała mu brutalnie Dorcas, po czym odwróciła się. Syriusz poczuł muśnięcie jej włosów na swoim policzku.
- Ale Dorcas naprawdę było mi z Tobą dobrze!!- krzyknął na tyle głośno aby cały wagon mógł to usłyszeć. Dorcas skwitowała to tylko machnięciem dłoni po czym, nawet nie odwróciwszy się do Syriusza weszła do przedziału. Z ulgą stwierdziła, że nikogo w nim nie ma. Zaczynała 6 rok nauki w szkole magii i czarodziejstwa Hogwart i dość miała ciągłego nękania przez natrętnego Black'a. Wepchnęła swój kufer na półkę po czym opadła bezwładzie na swoje miejsce. Przymknęła na chwile oczy by zapomnieć o tym co zdarzyło się w te wakacje.
Dom Syriusza. Pośród tłumu stała Doras z butelką Ognistej Whisky w ręce. Ledwo stała na nogach, jednak wiedziała co robi.
- Dorcas kochasz mnie?- zapytał ktoś z tyłu muskając ustami jej szyji.
- Syriusz?- Dorcas obróciła się. Stanęła twarzą w twarz z osobnikiem, którego "miała dość"- jak sobie sama wmawiała.
- Tak- odpowiedziała po dłużej chwili. Doszła do wniosku, że następnego dnia on nie będzie niczego pamiętać, więc nie ma nic do stracenia.
-A czy mam szansę, Dorcas czy mam szansę?- zapytał rozpaczliwie Syrusz łapiąc ją za bluzkę i potrząsając zdrowo.
- Ja.. chyba...- wybełkotała biorąc kolejny duży łyk whisky.
- To co? idziemy na górę?- młodzieńcowi rozbłysły oczy. W jeden chwili wyglądał na trzeźwego. Nie zdążyła się sprzeciwić ani zadać pytania "po co?". Syriusz prowadził ją już po schodach na pierwsze piętro. Pchnął ogromne drzwi za którymi znajdował się jego pokój. Nie puszczając dłoni Dorcas wprowadził ją do środka. Bez zastanowienia usiadła na łóżku, usiadł koło niej. Nie powstrzymywał jej kiedy rozpinała mu koszulę. Wiedział, że jest pijana, myślał, że ta noc pomoże mu w zdobyciu Dorcas. Już po kilku chwilach leżała na plecach bez koszulki. Syriusz starał się aby ta noc była najpiękniejsza w ich życiu, aby choć raz Dorcas zauważyła w nim coś więcej niż "chłopaka wypełnionego po brzegi cynizmem". Wszystko nagle ucichło. Nikt nie wiedział, że na pierwszym piętrze dwoje ludzi się kochało. On czuł jej szybki oddech na klatce piersiowej, ona jego delikatnie pocałunki na szyi.
- Kocham Cię Syriuszu... - wyszeptała Dorcas wbijając mu paznokcie w plecy. Syriusz cicho syknął z bólu, ale nie robił jej na ten temat uwag. To była najszczęśliwsza chwila w jego życiu.
-Ja Ciebie też... - chłopak nachylił się by skosztować smaku jej ust. Był jak nigdy poważny, zatracił się w niej na całego. Ona jednym machnięciem ręki oznajmiła mu, ze ma dość.
- Chyba posunęliśmy się za daleko- rzuciła niedbale przez ramie kiedy wychodziła kompletnie ubrana z pokoju. Syriusz słyszał jeszcze przez chwilę stukania jej obcasów na stopniach schodów. Zapragnął jeszcze raz powąchać jej włosów.
Roztrzęsiona Dorcas nosiła się w tą i z powrotem po salonie państwa Black. Wśród ludzi zaproszonych na tą dziką imprezę czuła się jakoś dziwnie obca. Nagle świadomość, że przespała się z Syriuszem, z TYM Syriuszem strasznie ją przytłoczyła. Porwała pustą butelkę Ognistej ze stołu. Przechyliła ją do ust po czym roztrzaskała o podłogę. Jak mogła być taka naiwna? Zrozpaczona usiadła na pierwszym, lepszym wolnym fotelu. Schowała twarz w dłoniach. Ktoś dotknął jej ramienia. Po jej ciele przeszedł dziwny ciepły prąd. Odwróciła się. To Remus Lupin, bliski kolega Syriusza stał za nią uśmiechając się do siebie.
- Chcesz ł - ka?- zapytał czkając podsuwając jej pod nos szklankę z nieznanym trunkiem.
- Chętnie...- wyrwała mu ją z ręki, wypiła do dna i oddała pustą.
- Dzięki- powiedziała ocierając kąciki ust.
- Nie – ma - za-co - wydusił i odszedł zataczając się lekko. Dorcas uśmiechnęła się pod nosem. Przynajmniej on się dobrze bawi.
(...)
Pozdrawiam gorÄ
co
Ada.
komentarze [10]